Blog > Komentarze do wpisu
Oskarżam Bernadettę Darską o naruszenie moich praw autorskich

 

Bernadetta Darska na swoim blogu umieściła „recenzję” mojej książki pt. „Restauracja strasznych potraw. Rozprawa gardłowa”. Słowo „recenzja” ujmuję w cudzysłów, gdyż nie jest to recenzja, lecz w całości stanowi naruszenie moich praw autorskich. Bernadetta Darska „poprawia” mój tekst w taki sposób, aby mnie ośmieszyć. Intencje również są wredne, ale to mnie nie obchodzi. Obchodzi jedynie naruszanie przez nią moich praw autorskich do mego utworu. Bernadetta Darska pisze: „No bo stwierdzenie, że tak jak Łazicka-Pawlak, pisze tylko Julio Cortazar, brzmi po prostu… śmiesznie”.

Wolnego, koleżanko.

Cytat z mego utworu brzmi następująco: „W taki sposób opowiedzieć o książce, która stanowi literaturę piękną, aby stało się to literaturą piękną, mógł tylko Julio Cortazar. Mogę sprawić, aby opowieść wchodziła w interakcje z innymi dziedzinami sztuki” (str.173 w eseju pt.„Była sobie dziewczynka”).

Mówię tu o sobie, że nie jestem w stanie opowiadać o książkach, jak to czynił Julio Cortazar. Rażące jest tu naruszenie praw do mego własnego utworu, przez Bernadettę Darską, która przypisuje mi słowa nieistniejące w „Restauracji strasznych potraw. Rozprawie gardłowej”.

Jest to przestępstwo karalne.

Esej opowiada o dziewczynce, skrzywdzonej przez dorosłych, a książka Iwony Łazickiej-Pawlak staje się bohaterką literacką. Bernadetta Darska jest za głupia, aby to zrozumieć, czy głupią udaje, bo nie wiem? To drugie jest gorsze. Ja, jeśli jestem głupia w tych czy innych sprawach, to jestem. Jednak głupiej nie udaję nigdy.

Wiem tylko, że moje prawa autorskie zostały ukradzione.

Utwór jest mój i Bernadetta Darska nie ma prawa w nim grzebać i zmieniać go, a to robi. Dokonuje przestępstwa na mnie i okłamuje czytelnika.

Dalej. Bernadetta Darska pisze coś takiego: „Dowiemy się również, że krytyka literacka to sprzedajna pani, recenzje są kupowane, a krytycy robią „ustawki”. W rzeczywistości w mojej książce zamiast tego, co zmanipulowała Bernadetta Darska, chyba chcąc przeciw mnie nastawić całą krytykę literacką, znajdują się słowa całkowicie inne, kiedy omawiam zjawisko „bumplebeizmu”, a są to słowa następujące: „Inna sprawa: dziewczątka leją się po mordzie, robią ustawki. Łączą się w bandki, wzorem szumiących kolegów. Dziewczątka wskakują w bycie szumiącym małolatem”. (str. 23-4, dół strony). Bernadetta Darska zmieniła moje słowa do tego stopnia, że są całkowicie nierozpoznawalne. Zmieniła mi książkę na coś całkowicie mi obcego!!!

Tak się nas robi krytykę literacką? Gratuluję Bernadetcie Darskiej aż takiej śmiałości!

Bernadetta Darska pisze: „(…) dosadne krytyczne opinie na temat powieści „Tryby” Magdaleny Tulli zrodziły się z lektury fragmentów, w innym miejscu oznajmia z kolei, że uwielbia Annę Bojarską, choć nie zna jej książki i też czytała tylko fragmenty”

Niczego takiego „nie oznajmiam”. Bernadetta Darska zmienia mój tekst i wkłada mi w usta słowa, których w książce nie ma.

Esej, w którym omawiam „tryby” (tytuł: pisany jest małą literą – Darska nie miała w ręku „trybów”), nosi tytuł: „O tym, jak polubiłam Magdalenę Tulli” – str.120-134) i stanowi żarliwą wręcz obronę jej utworu przez trywializującymi krytykami. W eseju nie pojawia się moje zdanie, że znam „tylko fragmenty „trybów” i jasno wynika, że idę środkiem „trybów”, znając je od początku do końca. Bernadetta Darska „dopisuje” własny tekst o mojej „fragmentarycznej” znajomości „trybów”. Jest to przestępstwo karalne: naruszenie moich praw autorskich. Jest to okłamywanie czytelnika.
„Dosadne krytyczne opinie na temat powieści „tryby”, w rzeczywistości są cytatami właśnie z „trybów’, ale dotyczą złej obecności dzieła w mediach, co autorka „trybów” sama omawia „dosadnie”. Bernadetta Darska dokonuje samowolnej zmiany na całym – dosłownie: całym – moim eseju o tytule:  „O tym, jak polubiłam Magdalenę Tulli”. Jest to naruszenie moich praw autorskich do mego utworu i okłamywanie czytelnika. Czy jest aż tak głupia, że nie rozumie, co czyta, czy też w ogóle eseju nie czytała – nie obchodzi mnie. Obchodzi mnie jedynie fakt naruszenia moich praw autorskich, jej samowolnej zmiany na całym eseju o tytule „O tym, jak polubiłam Magdalenę Tulli” na  coś, czego nie napisałam, na – „dosadnie krytyczne opinie na temat powieści Magdaleny Tulli „Tryby” (zachowuję w tym cytacie pisownie tytułu taką, jaką stosuje mylnie Bernadetta Darska – wielką literą).

Kuriozum stanowią słowa Bernadetty Darskiej o mnie jako narratorce mojej książki: „w innym miejscu oznajmia z kolei, że uwielbia Annę Bojarską, choć nie zna jej książek i też czytała tylko fragmenty”.

Bernadetta Darska znowu narusza moje prawa autorskie, przypisując mi słowa, których w „Restauracji” nie ma!!!

 Moje słowa są następujące, a stanowią mój dialog z córką w rozdziale „Pisz!” (str.167):

Marcela: (…)Napisałaś już coś o Annie Bojarskiej? – Nie, bo nie mamy jej książek, znam tylko fragmenty z Internetu.  Mamy tylko „Zastrzelony jadłospis”. Książki dla nas są za drogie. Nawet nie to, nie ma ich w naszej księgarni. Marcela: – No tak, nie mamy jej książek. Tylko fragmenty w Internecie, i „Zastrzelony jadłospis”. Ona jest ostra i krytyczna, filozofująca. No tak, ale masz mejl od niej. Zapisz tę wiadomość. – Mam zapisać wiadomość?  Marcela: – A dlaczego nie? Ja czuję bliskość pomiędzy wami. To niesłychane, jaką bliskość. – Ja też to samo czuję. I gdzieś w pobliżu nas czai się ten sam Salieri, do cholery, ten sam Salieri. Jednak bliskość ta to pozorna bliskość. Ja jestem z innej bajki, pogranicznej, z kultury styku. Jakaś sejmowa awantura była w związku z tą Anną. Marcela: – Znowu rymujesz? Do cholery Salieri? I ty, i Anna Bojarska to jadłospisy zastrzelone rozmyślnie. Strzelający Salieri. Bo w babski jadłospis strzelać fajnie. Nieprzekupność, to jest to. Prawdziwy żeński intelektualizm dziś jest nieprzekupny. Facet. Co może facet. Facet strzela”.

Moja książka stanowi literaturę piękną, a jej zadaniem jest pokazanie myśli w ruchu, w stawaniu się, poprzez dialogi m.in. z córką. Nie jest to rozprawa krytyczno-literacka. Pytam jednak Bernadettę Darską: gdzie tu moje wyznanie o „uwielbianiu Anny Bojarskiej”? Gdzie? Dialog, pokazujący stawanie się myśli (podwójnie żeńskiej) jako mojej głównej bohaterki literackiej, nijak nie stanowi tu tego, co chce Bernadetta Darska poprzez zmianę, dokonywaną na moim utworze!!!  Nie. Nie jest to wyznanie uwielbienia. Czyli według Bernadetty Darskiej jestem głupia, bo wyznaję uwielbienie dla Anny Bojarskiej, choć jej książek nie znam!!!!!!  W rzeczywistości mówię o tym, że ja jestem z innej bajki. Mówię to wyraźnie – stoi to jak byk w mojej książce. Dialog mówi o czym innym, o czymś całkowicie innym. Bernadetta Darska nie jest zdolna do rozumienia mojej książki. To akurat nie stanowi przestępstwa, ale przeinaczanie mego tekstu w celu ośmieszenia mnie – owszem, przestępstwo stanowi.

Bernadetta Darska przypisuje mojej książce to, czego w niej nie ma, a więc szpera w cudzej własności, w mojej. Jest to karalne i stanowi przestępstwo odrażające. Moja książka oczywiście sama się obroni podczas rozprawy sądowej, którą mam zamiar wytoczyć Darskiej.

Dalszy ciąg dialogu mego i Marceli, w którym pojawia się Anna Bojarska, znajduje się na str.159, ale w nim również nie ma mego „uwielbienia dla Anny Bojarskiej”, w tym duchu: jestem głupia, bo ją uwielbiam, choć jej tekstów nie znam. Dalej staje się myśl, jako bohaterka literacka. Proszę bardzo, przytaczam dialog – nikt mi w moim tekście nie będzie dokonywał zmian, proszę bardzo:

„Marcela: – Co z mejlem od Anny Bojarskiej? Zapisałaś? – Nie, bo chyba nie wypada. Marcela: – Nie, to fajny mejl, od razu filozofujący. – Dobra, streszczę go: AN musi się pozbierać z kawałków, bo ma konającego męża, wredną pasierbicę, zdezelowany komp. Nie, dalej nie mogę. Może być tak, wielkim skrótem? Marcela: – Ok. A co ty do niej napisałaś? – Napisałam, że chcę jej obecności w mojej książce, bo jest źle obecna w ojczyźnie i nie jest jedną z wielu, a tak jest traktowana. Wiesz, z tym mejlem nie wypada. Potem go wykreślę na razie niech tu jest, bo mi przyjemnie mieć blisko siebie Annę Bojarską. Potem poszukamy jej książek, dobra? Marcela: – Ok. kupię ci na gwiazdkę Annę Bojarską. Od razu kilka, jeśli znajdę. Koniecznie o niej pisz, bo to zjawisko. A może mi się tylko tak wydaje. Zakazane owoce smakują tylko z oddali. Zrywasz w końcu, a on niejadalny. Tu może tak być, czort wie.  – Dobra, poprzestaję na napomknięciu o zakazanym owocu. Obiło mi się o uszy, że Polacy czy też politycy ganią te pisarkę za to, że chwali Kubę Rozpruwacza. Przeczytałam ten fragment o tym Kubie w Internecie i widzę, że to tłum chwalił  tego Kubę swego czasu, a nie autorka. No i były jakieś oskarżenia o podobieństwa portretowe kogoś z kimś u tej autorki. Nie wiem, kogo z kim. I już mi się odechciało czytania, bo zmęczyłam się śledzeniem, kto do kogo u niej był podobny. Skoro lekturę poprzedza śledztwo, to męczy”.

Bernadetta Darska przekształciła mój tekst, mój autentyczny dialog z córką, pokazujący, jak się staje myśl żeńska, jak źle obecne są pisarki, w coś, co u mnie nie istnieje.  Jest to manipulacja, jest to naruszenie moich praw autorskich, jest to karalne.

Dialog, dotyczący stawania się myśli, być może chybionej, być może przyłapanej na stawaniu się, u Bernadetty Darskiej zmieniającej mój tekst tak, aby wykazać, jaka to ja jestem głupia, proszę, nie czyta, a wie. Cały ten esej pt. „Pisz!” składa się z ponagleń mojej córki, abym coś napisała o pisarkach, reżyserkach, o kobietach twórczych, źle obecnych w Polsce. Bernadetta Darska okłamuje czytelnika i narusza po raz kolejny moje prawa autorskie. W cytacie z mego tekstu nie ma kłamstwa – to zapis autentyku. Bernadetta Darska podaje swoje solidne kłamstwo czytelnikowi, a wobec mnie zachowuje się odrażająco: zmienia mój tekst – tego, co podaje, w mojej książce nie ma.

Poprzestanę na tych jaskrawych przykładach, naruszenia moich praw autorskich i zmiany mojej książki na książkę autorstwa Bernadetty Darskiej.

Ma ona prawo do tego, aby mnie krytykować, lecz nie ma żadnego prawa, aby zmieniać mój tekst. Pomijam tendencyjność jej „recenzji”, choć ta tendencyjność po prostu przeraża, ale ta miałkość to sprawa Bernadetty Darskiej, a nie moja. Moją sprawą jest obrona przed bezczelnym przerabianiem mego utworu na obcy utwór.

 Żądam, ponieważ zostały naruszone moje prawa autorskie poprzez zmianę mego tekstu przez Bernadettę Darską, przeprosin z jej strony, opublikowanych na łamach „GO” lub na jej blogu i usunięcia jej tekstu. Jeśli tego nie zrobi, sprawę kieruję do sądu. Prawo jest po mojej stronie.

 

Tamara Bołdak-Janowska

piątek, 23 grudnia 2011, tamarabejot